środa, 20 lipca 2016

Miało być krótko

Tak bardzo na szybko, bo jest druga w nocy a mi się zachciało zakładania blogów. Któryś raz z kolei zresztą. Tym razem powód jest naglący - zdarza mi się mieć przemyślenia głębokie i refleksyjne, zdarza mi się też natrafić na coś naprawdę fascynującego dla mnie i co uważam za warte wspomnienia. Problem w tym, że głupio mi jest pisać te swoje błyskotliwe przemyślenia na Facebooku, bo zdaję sobie sprawę, że być może w tym szumie informacyjnym większy posłuch uzyska filmik z bijącymi się maniurkami z Władysławowa niż to, że wyjątkowo spodobał mi się jakiś film. A tu mogę wszystko.
Być może kiedyś ktoś z moich znajomych wejdzie na tego bloga i złapie się za głowę. Zatem dla tych, którzy mnie znają, znają słabiej lub nie znają w ogóle krótka ściągawka o mnie. Nie martwcie się, bo nie jest fascynująco. Ja też nie jestem. Studiowałam filologię polską i teraz dziennikarstwo, więc możecie sobie wyobrazić w jak kolorowych barwach maluję swoją zawodową karierę. Ostatnio wyznałam Piotrowi, że gdybym mogła to wsiadłabym w wehikuł czasu i cofnęła się gdzieś do liceum. Żebym przysiadła do jakieś biologii i poszła na stomatologię. Albo na cokolwiek innego. Ale nie no, humanistka pełną gębą. Czy wyniosłam coś ze studiów? Nie. No, może troszeczkę. To, że moim żywiołem jest przemawianie i występy publiczne, ale to w sumie wiedziałam od dawna. Od bardzo dawna. Może tylko zapomniałam. No i to, że dobrze ściemniam jak trzeba zdać egzamin ustny. I potrafię napisać dobrą pracę na ostatnią chwilę. Czyli wszystko to, co powinien posiadać typowy student-leń.
Od uzyskania pełnoletniości pracuję w handlu. Najpierw jako pomagier w prywatnej monopolowej działalności pod czujnym okiem taty, a teraz dokładam swoją cegiełkę do odzieżowego imperium mody ogólno-trendy jako sprzedawca i wytrawny składacz t-shirtów. Jak możecie się domyślać - lata doświadczeń obfitują w wiele anegdot, mądrości życiowych i przemyśleń jakie może mieć tylko ktoś, kto kiedykolwiek stał po drugiej stronie kasy. OJ WIELE.
W życiu prywatnym równie przeciętnie. Od prawie siedmiu lat jestem w stałym związku, w którym największe kłótnie toczy się o to, które z nas jest grubsze. Ja i tak uważam, że Piotrek. Nie śmigam po klubach z koleżankami, nie zapijam się do nieprzytomności co piąteczek i nie snapuję każdej minuty mojego życia prywatnego. Bardziej w stylu: drink wypity przy komputerze lub z Piotrkiem, lajkowanie kotów na Facebooku, spanie do południa lub granie/oglądanie serialu całą noc. Nie mam instagrama, bo najbardziej fancy śniadanie jakie jadam to owsianka, która nie wygląda tak jak pokazuje internet. Nie jest też na mleku kokosowym, nie zawiera jagód goi i świeżych fancy owoców. Jedyny sport jaki uprawiam to składanie tiszertów i roznoszenie dostaw lub przymierzalni. Siłownia kosztuje, jest krępująca, trzeba tam iść.Bieganie oznacza wyjście na dwór gdzie są ludzie, świeci słońce, nie świeci słońce, jest gorąco, jest zimno, jest mokro i jest sucho. W domu jest gorąco i jest dużo rozpraszaczy. Za to lubię kupować odzież sportową, oglądać filmiki z ćwiczeniami i lubię myśleć, że TYM RAZEM SIĘ UDA.
Się nie udaje.
Po tym wstępie wiecie o mnie na pewno jedno - bardzo lubię narzekać. No i miało być krótko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz